Autor: Sonia Tulczyńska

2016-12-09, Aktualizacja: 2016-12-15 23:12

Jan Leśniak: Nie przejmujcie się trendami!

Porzucił pracę w korporacji i modę z sieciówek, żeby zająć się własnymi projektami i nauczyć Polaków szycia. Według niego igła i nitka mogą sprawić, że na chwilę "odpłyniemy" od codziennych zobowiązań i zrelaksujemy się lepiej niż podczas tajskiego masażu. O tym, czy uszycie sobie sukienki jest trudne i drogie, rozmawialiśmy z projektantem Janem Leśniakiem.

Jan Leśniak o sobie: Jestem projektantem ubioru. Od trzech lat staram się zarażać innych pasją do tworzenia własnych ubrań, prowadząc Kursy Kroju, Szycia i Projektowania w Warszawie oraz pisząc tego bloga - pracowniajanlesniak.pl. Wszystko po to, aby zachęcić Polaków do rękodzieła i eksperymentowania z własnym stylem jako alternatywy dla powtarzalnej mody masowej. (...). Swoje 15-letnie doświadczenie zdobyłem współpracując z markami Reserved, House i Big Star, tworząc niezależnie autorskie kolekcje, oraz wykładając modę z perspektywy biznesu, w Krakowskiej Szkole Artystycznego Projektowania Ubioru. Modę masową porzuciłem kilka lat temu na koszt pasji i pracy pod własnym nazwiskiem.

Porzuciłeś korporację i zająłeś się własnym biznesem. Dlaczego zdecydowałeś się na taki krok?

Kiedy zaczynałem pracę około 15 lat temu, to projektowanie było moją pasją. Niestety tak to w życiu bywa, że zarabianie pieniędzy na pasji często kończy się tym, że ona umiera. Moment, w którym podjąłem decyzję o porzuceniu korporacji, nastąpił wtedy, kiedy poczułem że się nie rozwijam. Zamarzyła mi się niezależność.
Dziesięć lat po tym, jak skończyłem szkołę, przyjechałem do Warszawy. Uważałem, że to modowe miasto, ale szybko okazało się, że jest trudniej, niż myślałem. Przez różne perypetie stałem się nauczycielem kroju i szycia. A wcześniej nigdy nie myślałem, że będę kiedyś kogoś uczył.


© Ewelina Wójcik



Ale zacząłeś, a teraz świetnie Ci idzie.

Na początku nie planowałem, że otworzę szkołę i będę prowadził kursy. Byłem w beznadziejnej sytuacji, bo moje projekty się nie sprzedawały.
Wtedy mój znajomy, także projektant, powiedział, że dorabia sobie prowadząc korepetycje z angielskiego. Zacząłem się zastanawiać, czego ja bym mógł uczyć. I to był początek. Najpierw dawałem korepetycje z szycia. Przyjeżdżałem z maszyną, materiałami i nożyczkami do domów moich klientek i prowadziłem zajęcia. A potem postanowiłem zorganizować wersję grupową. Dziś są to nawet dziesięcioosobowe grupy.

Jednak z kursów chcesz zrezygnować. Dlaczego?

Po prawie trzech latach prowadzenia zajęć postanowiłem ograniczyć uczenie na żywo – oczywiście uczę dalej na blogu i z tego nie zrezygnuję nigdy – ale teraz chcę pracować z klientami indywidualnymi.

Chyba nie znikniesz z sieci? Twoje porady sprawiają, że każdy, nawet laik, może stworzyć swoją kolekcję.

Blog zostaje, bo sprawia mi to niesamowitą radość.


© Ewelina Wójcik


Na całym świecie zapanowała moda na DIY, czyli „zrób to sam”. Ludzie nie chcą już kupować w sieciówkach.

Odchodzę od zagranicznej nazwy "do it yourself", określam ten ruch po prostu rękodziełem. Kręci mnie pokazywanie innym, że mogą zrobić coś własnymi rękami, że coś jest proste. To niesamowita satysfakcja. Kiedy dziewczyny przychodzą do mnie na warsztaty, czasami siadają pierwszy raz przed maszyną i jak coś same uszyją, to są tak nakręcone (a ja razem z nimi), że w życiu bym z tego nie zrezygnował. Jestem dobry jako nauczyciel, ale jestem stworzony do projektowania.

Niektóre kobiety zamiast wizyty u psychologa wybierają kurs u Leśniaka (śmiech).

Najważniejsza w szyciu jest satysfakcja oraz fakt, że to niesamowity relaks. Wracasz do domu po dniu siedzenia w biurze przy tabelkach i przerzucaniu stron w internecie i nagle zaczynasz angażować ręce oraz inne półkule mózgu – to niesamowity relaks. Podczas szycia wyłączasz myślenie i skupiasz się dokładnie na tym, co robisz. To odpręża.


© Ewelina Wójcik



Ale nie chcesz już uczyć na żywo, tylko ubierać gwiazdy.

Chcę, żeby jak najwięcej osób nosiło moje rzeczy. Nie mam ciśnienia na to, żeby ubierać gwiazdy! To jest niesamowite, kiedy ubieram klientkę i ona staje się gwiazdą. Jeśli dobrze zaprojektuję sukienkę, to od kobiety po włożeniu jej, zaczyna bić coś takiego, że mam ciarki na ciele. I dla mnie w takim momencie nie jest istotny fakt, czy ona jest sławna, czy nie.

Wróćmy do tych sieciówek. Dlaczego Polacy zwracają się ku młodym projektantom?

Maszynę i szycie znam z czasów mojego dzieciństwa. Wówczas szyto, bo w sklepach nie było nic. Teraz po 20 latach w końcu mamy przesyt konsumpcjonizmu i ludzie zaczynają szukać... Myślę, że zaczynają odchodzić od kupowania w sieciówkach nie dlatego, że są to rzeczy krótkotrwałe i rozwalające się, ale dlatego, że nie chcą ubierać się w coś, co nosi mnóstwo innych osób.


© Ewelina Wójcik



Zawsze powtarzam, że masówka to minimum 1500 sztuk w jednym kolorze. Jeżeli kupujesz sobie t-shirt w sieciówce, to 1500 innych osób ma dokładnie taką samą bluzkę. Jeżeli szyjemy coś sami, to po pierwsze jest to dopasowane do naszej sylwetki, a po drugie – unikatowe. Dziewczyny na kursach często podkreślają, że pierwszy raz w życiu mają na sobie sukienkę dobrze dopasowaną do ich sylwetki. W sieciówkach rozmiarówki są uśrednione, co oznacza, że rzeczy nie do końca leżą dobrze na klientach. Już nie wspominając o tym, że projektując sam dobierasz wzór, kolor, krój i każdy detal.

No i kiedy szyjesz sam, wychodzi taniej. Tak?

Różnie z tym bywa. Powiem ci, że masówki i produkcja w Azji przyzwyczaiły nas do bardzo niskich cen. Dziewczyny, kiedy przychodzą do mnie na zajęcia, zaczynają rozumieć, jak czasochłonna jest praca krawcowych. No i dlaczego tyle płacimy za ich usługę. Proste akcesoria – czapki, szaliki - są bardzo tanie. Na targach można je kupić za 100-150 zł, a sami uszyjecie je za 15 zł. Natomiast jeśli chodzi o koszule, sam materiał nie jest drogi, ale przy szyciu jest tak dużo pracy, że niektóre z moich dziewczyn stwierdzają, że koszule będą sobie kupować (śmiech).


© Ewelina Wójcik



Z czego najłatwiej szyć? U Ciebie królują bawełniane materiały.

Jestem specjalistą od dzianin, ponieważ przez dziesięć lat zajmowałem się głównie nimi. Uważam też, że to najlepsze tworzywo do nauki szycia, bo jest elastyczne. Dużo prościej jest zrobić ubranie z dzianiny, które będzie dobrze leżało, ponieważ formy są prostsze a błędy w szyciu mniej widoczne. Sam natomiast lubię w kolekcjach tkaniny i mocno skonstruowane rzeczy. Dopracowane kreacje, przeplatane dzianinowymi elementami. Nie chcę być kolejnym projektantem oferującym dzianinowe oversize'y bo takich jest już mnóstwo.

No właśnie. "Dresówka" opanowała świat. Co o tym myślisz?

Chcę pokazać, że modne teraz oversize'owe rzeczy, które spotkacie na targach mody, można zrobić samemu. Bardzo bym też chciał, żeby to, co robię na blogu, pomogło zbudować świadomość, za co warto płacić. Uważam, że dzianina jest super, jest wygodna, zawsze dobrze leży i praca nad nią zajmuje mniej czasu. Dlatego może być tańsza. Staram się uczyć na swoim blogu, czy warto płacić za coś kilkaset złotych, co się pruje albo jest źle wykończone. Poprzez naukę szycia takich ubrań pokazuję, na co warto zwracać uwagę kupując ubrania.

A jeśli chodzi o porządki w szafie. Uważasz, że należy wyrzucać ubrania czy dawać im nowe życie?

To bardzo trudne pytanie. Nie wezmę na siebie odpowiedzialności za taką poradę.
Przede wszystkim uważam, że nie należy się za bardzo przejmować trendami i modą. Sam się tym nie interesuję i nie wiem, co jest teraz na topie i może jako projektant nie powinienem się do tego przyznawać. Ale mnie to po prostu nie obchodzi!




© Ewelina Wójcik

Autorka tekstu


Moim zdaniem każdy z nas powinien znaleźć swój styl. Jak go znajdziesz, to siłą rzeczy w twojej szafie będą wciąż rzeczy aktualne.
Mam wrażenie, że w przypadku określonego, dopracowanego stylu zmiana w garderobie przychodzi dopiero wtedy, kiedy rzeczy są zniszczone, stare albo tak zużyte, że nie można z nich dłużej korzystać. Garderobę zmieniamy też wtedy, kiedy zmienia się nasza osobowość, a styl zaczyna ewoluować. Wtedy pewne rzeczy stają się nieaktualne. Wówczas pozostają nam do wyboru dwie rzeczy: albo można te ubrania wyrzucić – za takim rozwiązaniem jestem tylko wtedy, kiedy nie nadają się kompletnie do niczego, albo - przerobić.

Na moim blogu jest taka kryzysowa kiecka. To sukienka zrobiona w duchu wykorzystywania starych rzeczy. Jej falbana stworzona jest z trzydziestu męskich koszul, które miały być wyrzucone. Wtedy pracowałem w firmie, robiliśmy porządki we wzorcowni i trzydzieści koszul z dziurami miało pójść do kosza. Kiedy zobaczyłem, jak pięknie komponują się kolorystycznie, wziąłem je do domu i zrobiłem recyclingową kieckę. Pamiętajcie, warto szukać inspiracji w internecie, jak przetworzyć swoje rzeczy.

Można je przerobić na przykład na opakowanie na tablet.

Ekstra! Można to zrobić ze starych jeansów. I to z małej ilości materiału.

A co w przypadku, kiedy nigdy w życiu nie mieliśmy styczności z maszyną do szycia a jedyne, co potrafimy, to zacerować dziurę w rajstopach?

Najlepszym sposobem na sprawdzenie, czy w ogóle ten temat nas kręci, jest wybranie się na warsztaty. Mamy dużo szkół, które oferują krótkie kursy, na przykład weekendowe. Dobrze usiąść przy maszynie i sprawdzić, czy w ogóle coś w tobie drga... W tej materii nie chodzi o umiejętności, bo da się je nabyć.

Nauczyłem się nie dzielić ludzi na tych, „co się nadają” i na tych, „co się nie nadają”, ponieważ wśród moich kursantów były osoby, które od razu wykazywały talent do szycia, ale były i takie, którym na początku nie szło. Wytrwałą pracą i determinacją odnosiły jednak sukces i niesamowicie się rozwinęły. Szycie da się wypracować.



© Ewelina Wójcik




Ile trzeba chodzić na takie zajęcia, żeby stać się mistrzem szycia?

U mnie warsztaty są w cyklu 4-miesięcznym, chociaż moje najwierniejsze kursantki przychodziły do mnie nawet po 1,5 roku i życzyły sobie coraz większych wyzwań.

Jeśli chodzi o sprzęt - maszyna za 300 zł czy taka za tysiaka?

Uważam, że najlepiej jest szyć na dobrej maszynie. Kiepska potrafi doprowadzić do szału i zniechęcić. Niestety, jest minus – dobra maszyna sporo kosztuje. Na początek najlepiej kupić tańszą, ale warto sprawdzić w internecie opinie na temat urządzeń. Na pierwszy rok, dwa lata szycia taka maszyna wystarczy.

Kobiety, które pracowały u mnie na warsztatach na maszynach komputerowych, mówiły, że czują się, jakby przesiadły się z syreny do mercedesa. Na dobrej maszynie szycie jest przyjemniejsze, bo jest prostsze, gdyż przedmiot z tobą współpracuje. Tania maszyna jest toporna, często zacina się, zrywają się nitki, coś się psuje i zaczynasz mieć poczucie, że to ty coś robisz nie tak.


© Ewelina Wójcik


A stary Singer, który stoi na strychu?

Maszyny naszych babć to najlepszy pomysł na początek. Jeśli taką masz, odrestauruj ją. One są nie do zdarcia! Są bardziej siermiężne i toporne, ale niezawodne. Odrestaurowanie takiego przedmiotu to około 100-150 zł. Ja szyłem na takiej kilkanaście lat, dopóki się nie zepsuła. Jak przesiadłem się na komputerową, popłakałem się. Okazało się, że szycie jest tak proste. Nawet nie wiedziałem, że nastąpił taki postęp technologiczny! (śmiech)

Mamy maszynę. Co dalej?

Są dwa sklepy, do których trzeba się udać. Pierwszy z nich to pasmanteria, w której znajdziemy nici, igły, nożyczki i wszystkie potrzebne małe akcesoria. Drugi sklep to sklep z materiałami, które dzielą się na tkaniny i dzianiny. Coraz więcej jest miejsc, które łączą obie te funkcje – zachęcam do poszukiwania takich w swojej okolicy. Na początku namawiam do tego, żeby kupować materiał osobiście, na żywo. Dopiero jak nabierzemy wyczucia i zaczniemy rozpoznawać poszczególne rodzaje tkanin, możemy zamawiać przez internet. Kupując w sieci, ponosimy pewne ryzyko – materiał na zdjęciu się nie układa i nie wiemy, jaką ma konsystencję.


© Ewelina Wójcik



Co najłatwiej uszyć dla bliskich?

Komin i czapkę.



No to na koniec pytanie o przyszłość. Gdzie widzisz siebie za 20 lat?

W domu mody "Jan Leśniak", który ma oddziały na całym świecie.

Każdy projektant mi to mówi!

No bo to jest marzenie każdego projektanta. Tak, jak architekt marzy o własnym biurze. Zobaczymy, jak to będzie - ponoć ważne jest, jak zrealizuje się chociaż 80 proc. swojego planu. W związku z tym trzeba myśleć bardzo obszernie – dlatego powiedziałem o oddziałach na całym świecie (śmiech).


Rozmawiała Sonia Tulczyńska, dziennikarka warszawa.naszemiasto.pl
Zdjęcie główne: Ewelina Wójcik

"O szyciu. Prosto, kreatywnie i modnie", Jan Leśniak
- to poradnik, dzięki któremu nauczycie się podstaw szycia. Składa się z 16 rozdziałów i przeprowadza czytelnika, zarówno początkującego, jak i bardziej zaprawionego w boju, po tajnikach rzemiosła krawieckiego. Leśniak w książce pokazuje, że szycie jest zajęciem kreatywnym, relaksującym, a przede wszystkim - pozytywnie uzależniającym. Dzięki tej książce dowiecie się, jak stworzyć coś niepowtarzalnego przy okazji bawiąc się tkaniną i krojami. Na prawie trzystu stronach poznacie instrukcje do szycia uniwersalnych ośmiu ubrań i akcesoriów, wybranych przez projektanta. Będziecie mogli też zgłębić narzędzia potrzebne do szycia, a także materiały, których należy używać.


© Ewelina Wójcik

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!